Klub Polskiej Książki w Seattle

 

Inga Iwasiów w Klubie Polskiej Książki w Seattle

Hanna Gil

Inga Iwasiów (z prawej strony) i Hanna Gil w Seattle, 11 września, 2010

Uczestnicy spotkań Klubu Polskiej Książki w Seattle w okresie siedmioletniego istnienia klubu poznali już wielu polskich pisarzy i pisarek. Można powiedzieć, lekko aluzyjnie - z jak najlepszej strony, bo poprzez strony ich książek. W sobotę 11 września, 2010 mieliśmy jednak okazję poznać autorkę jednej z ulubionych książek klubu osobiście.

Przyjazd Ingi Iwasiów do Seattle był trochę spontaniczny – autorka, będąca profesorką literaturoznawstwa na Uniwersytecie Szczecińskim, gościła w pobliskim Vancouver, British Columbia. O jej pobycie dowiedziała się Hanna Gil, założycielka Klubu Polskiej Książki w Seattle i zaprosiła pisarkę na spotkanie z czytelnikami. Inga Iwasiów, zachęcona opowiadaniami o pięknym mieście i oczekujących jej tutaj „molach książkowych” zdecydowała się na jednodniowy wypad przez granicę. Seattle przywitało pisarkę słońcem, bezchmurnym niebem, wspaniałym widokiem z Gasworks Park, wypełnionym kibicami stadionem Husky na Uniwersytecie Waszyngtońskim, a także tutejszymi atrakcjami turystycznymi – Pike Place Market, pomnikiem Lenina na Fremont, ogromnym legendarnym kamiennym trollem pod mostem, łososiami zmagającymi się z prądem wody na tamie w Ballard. Klub czytelniczy przywitał ją pytaniami.

Książką Ingi Iwasiów, która spowodowała, że pisarka wypłynęła ze swojego rodzimego Szczecina na „szersze wody” było „Bambino”, wydane w roku 2008 i nominowane do wielu nagród w tym do Nagrody Literackiej Nike. Nie był to jednak debiut – wcześniej autorka opublikowała opowiadania „Miasto-ja-miasto” (1998), „Smaki i dotyki” (2006), poezje, eseje „Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj” (2002) i „Gender dla średnio zaawansowanych” (2004) oraz monografie – o twórczości Włodzimierza Odojewskiego i o prozie Leopolda Tyrmanda.

„Bambino”, książka omawiana w klubie czytelniczym, to historia rozgrywająca się w Szczecinie i obejmująca okres od lat powojennych do lat 80. Do miasta przybywają ludzie z różnych stron Polski – Maria, z dalekich Kresów, Janek, chłopak z Wielkopolski, Anna, wydziedziczona z Kielecczyzny i Ula – a właściwie Ulrike, Niemka. Ona jedna znikąd nie przybywa, ale decyduje się zostać w Szczecinie. Wszyscy spotykają się w barze mlecznym „Bambino”.

Ponieważ, jak wspomniałam, Inga Iwasiów jest rodowitą szczecinianką, więc wybór miejsca akcji był naturalny. Miasto odwdzięczyło się jej za zainteresowanie, bo pisarka odebrała w lipcu tego roku zaszczytny tytuł „Ambasadora Szczecina”. Zapytaliśmy ją jednak w pierwszych zdaniach nie o Szczecin, ale o to jak to się stało, że język „Bambino” zmienia się w trakcie książki – na początku jest prosty, bardzo oszczędny, prawie potoczny, potem staje się bardziej literacki, niemniej jednak utrzymuje się ciągle w specyficznym dla tej pisarki stylu: równoważników zdań i narracji empatycznej. Autorka odpowiedziała, że uczyniła to, aby oddać nieliteracki sposób wyrażania się postaci, ich chropawość i czystość, jaka musiała być współudziałem ludzi tamtego okresu. A skąd tak dogłębna analiza postaci kobiecych? Pisarka jest znaną feministką, ale, jak twierdzi, kobiecy świat „Bambino” to po prostu odzwierciedlenie świata kobiet w miastach powojennych. Kiedy oglądamy dawne kroniki filmowe, widzimy na ekranie kobiety. To one wywożą gruz na wózkach, porządkują i budują nowe miasto. Miasto kobiet. Mężczyźni dopiero wracają z wojny. Niektórzy niestety nie mogą powrócić, ale na tych, którzy wracają czekają kobiety: wytrwałe, silne, ciepłe i cierpliwe.

Kontynuacją „Bambino” jest książka „Ku słońcu”. I ta powieść dzieje się w Szczecinie. Tytuł jest dwuznaczny: szczecinianom kojarzy się on natychmiast z jedną z głównych ulic miasta, biegnącą na osi wschód-zachód. Idąc ta ulicą podążamy ku słońcu – wschodzącemu lub zachodzącemu. Przy końcu ulicy mieści się cmentarz, więc jeszcze więcej dwuznaczności. Droga prowadzi do wieczności, do słońca…

Inga Iwasiów ofiarowała też wszystkim uczestnikom spotkania w Seattle przepiękny prezent. Przeczytała nam fragmenty swojej kolejnej, niewydanej jeszcze książki, książki, która nie ma jeszcze tytułu. Akcja jej nie toczy się już w Szczecinie, lecz w innym, fascynującym mieście. Jakim? Poczekajmy do wydania powieści, choć autorka uprzedziła, że nazwa tego miasta może nigdy nie padnie na stronach powieści. Być może będzie to miasto, które trzeba będzie samemu rozpoznać. Czy będzie to miasto inne dla każdego z nas?

Nie udało się autorce „Bambina” uniknąć naszych pytań na temat stanu polskiej literatury współczesnej. Okazało się, że pomimo polonijnego narzekania, że język polski się zmienia, może nawet staje wulgarny, że przejmuje zbyt dużo obcych, także angielskich słów, że nabiera obcej nam intonacji dziennikarzy TVN 24, nie jest, zdaniem pisarki tak źle. Istnieje spora rozmaitość form pisarskich. Być może, więc nowe „Przedwiośnie” napisane przez nowego Żeromskiego będzie powieścią Sci-Fi, która wyjdzie chociażby spod pióra Jacka Dukaja, nazwanego przez nasz klub „nowym Lemem”. Ujawniają się nowe pisarki, chociaż, niestety, po udanych debiutach nie zawsze utrzymują się one „na górnej półce” i często swoją kolejną książką starają się trafić w komercjalne gusta czytelniczek. Jest różnorodność – obok eleganckiego językowo Stefana Chwina, zupełnie inny językowo Krzysztof Varga, obok porównywanej czasami z Ingą Iwasiów Joanny Bator, są interesujące Marta Syrwid i Grażyna Plebanek. A więc, wracając do kobiet, nie tylko Katarzyna Grochola i Monika Szwaja, nawet nie tylko Olga Tokarczuk czy Izabela Filipiak. Język polski ciągle jest dla dobrego pisarza zadaniem, z którym trzeba się zmierzyć. Istotne powieści nie tkwią w zamierzchłej przeszłości – Inga Iwasiów przypomniała nam wspaniała epopeję kresową „Zasypie wszystko, zawieje” Włodzimierza Odojewskiego i  powieść autobiograficzną Tyrmanda „Filip”.

Spotkanie, po zakończeniu jego oficjalnej części, trwało jeszcze długo. Podchodziliśmy do autorki, zadawaliśmy pytania, a nasze polonijne internetowe radio Wisła przeprowadziło z nią wywiad. Niestety, pora zrobiła się późna i Inga Iwasiów musiała wracać do Vancouver, zapewniając nas, że będzie pamiętała o tak miłym przyjęciu. Dziękujemy, pani Ingo, zostawiła Pani w Seattle wiele dobrych słów i wspomnień. Spotkamy się z Panią już w październiku. Do zobaczenia w Pani następnej książce „Ku słońcu”!

Powyższy artykuł ukazał się także 9/24/2010 w Nowym Dzienniku: http://www.dziennik.com/news/polonia/14194