Klub Polskiej Książki w Seattle

 

Z kryminałem na plażę

Czytanie latem kryminałów podobne jest do rozwiązywania krzyżówek na plaży: lekka, przyjemna rozrywka, dostarczającą naszemu rozleniwionemu słońcem umysłowi małej stymulacji. Niegroźne a przyjemne uzależnienie, ewentualnie grożące przysmażeniem sobie tej strony ciała, która nieopatrznie zbyt długo wystawimy na słonce, wciągnięci w dzieje porucznika Gruszki (dla ścisłości – o ile mi wiadomo jeszcze takowego nie ma w kryminałach). Oczywiście dobry kryminał oddaje też nieocenione przysługi, kiedy pogoda na wymarzonym urlopie jest deszczowa.

Podobno kryminały są chętniej czytane przez kobiety niż mężczyzn. Psychologowie tłumaczą to m.in. tendencją kobiet do porządkowania otoczenia (zbrodnia jest w kryminale ostatecznie wyjaśniona i wszystko wraca do normy) oraz bardziej generalnie -  naszą fascynacją złem, cechą niezależną od płci, a istniejącą od wieków w świadomości ludzi. Podobno, paradoksalnie, czytając kryminały przestajemy się bać. Zwłaszcza w słoneczku, na kocu, kryminał wydaje się całkiem przyjemny. I jest to nie tylko słabostka ludzi, którzy nie mają większych ambicji czytelniczych. Nawet wybitny polski tłumacz literatury anglosaskiej, w tym "Ulissesa" Joyce'a, Maciej Słomczyński, jedyny w świecie, który przetłumaczył wszystkie dzieła Szekspira, zajmował się – pod pseudonimem Joe Alex - pisaniem kryminałów

Wśród polskich czytelników kryminał poczyna sobie nieźle. Według badań Biblioteki Narodowej czyta go 14% Polaków i wyprzedzają go tylko podręczniki. Na czołowych miejscach najchętniej czytywanych w Polsce kryminałów mieszczą się książki niezwykle popularnego w Europie szwedzkiego pisarza Henninga Mankella, rosyjskiego intelektualisty Borisa Akunina i Angielki Caroline Graham, ale sięgamy też chętnie po kryminały rodzimych pisarzy. Pierwszy druk zbioru opowiadań kryminalnych „Trupy polskie” (listopad 2005) rozszedł się błyskawicznie – w cztery dni. Swoje opowiadania zamieścili tam m.in. tacy znani twórcy jak Joanna Chmielewska, Witold Bereś, Irek Grin, Andrzej Pilipiuk, Sławomir Shuty, Marcin Świetlicki, Rafał A. Ziemkiewicz.

Krytycy literaccy w Polsce także wydają się powoli zauważać zalety dobrego kryminału. Renomowana nagroda Paszport „Polityki” 2005 w dziedzinie literatury została przyznana Markowi Krajewskiemu – pisarzowi kryminałów, który zawodowo jest filologiem klasycznym ze specjalnością językoznawstwo łacińskie. Po powrocie z pracy, gdzie w murach szacownego Uniwersytetu Wrocławskiego zgłębia tajniki archaicznych form językowych, pan Krajewski przenosi się myślami na ulice przedwojennego Wrocławia. To właśnie miasto, pełne zakamarków, tajemnic, mafii, podejrzanych knajp jest miejscem akcji kryminałów: „Śmierć w Breslau”, „Koniec świata w Breslau”, „Widma w mieście Breslau” i zapowiadanej ostatniej w serii „Festung w Breslau”. Są to książki reprezentujące nowy kryminał polski, zbliżony w nastroju do książek Raymonda Chandlera. W roli detektywa poznajemy Eberharda Mocka, radcę kryminalnego - pijaka, sybarytę i wielbiciela pięknych kobiet. Ciekawe jest, że Marek Krajewski, jak zwierzył się w jednym ze swoich wywiadów, widzi w tej roli, jeżeli książka zostałaby kiedykolwiek sfilmowana, Janusza Gajosa – także idealnego wręcz zdaniem pana Krajewskiego kandydata na odtwórcę Philipa Marlowe z książek Chandlera.

Głównym magnesem powieści kryminalnych z serii „Cztery pory roku w Breslau” jest specyficzna atmosfera tych książek. Uliczki przedwojennego Wrocławia stają przed oczami czytelnika jak żywe. Za rogiem, pod mostami, w ciemnym zaułku kryją się nierozwiązane tajemnice i okrutne morderstwa. I tak na przykład „Widma w mieście Breslau” rozpoczynają się odnalezieniem ciał czterech mężczyzn ubranych w czapki marynarskie. Morderca zostawia wiadomość dla radcy Mocka. Kolejne morderstwa wydają się być prowokowaniem detektywa przez kogoś, kto go dobrze zna. Ludzie bliscy Mockowi są przeznaczeni do stania się następnymi ofiarami psychopaty. Pojawia się jeszcze rudowłosa piękność...

O ile klasyczny „czarny kryminał” miał zawsze swoich zwolenników, to wielu czytelników woli jednak kryminały typu obyczajowego, z dużą dozą humoru. Za czasów PRL-u rozczytywałam się w  książkach Joanny Chmielewskiej. Pamiętam, że czytając np. „Lesia” czy „Całe zdanie nieboszczyka” można się było dobrze ubawić. Bohaterką tamtych kryminałów była nieco roztrzepana kobieta, pisarka, (alter ego Chmielewskiej), która ucierała nosa najbardziej przebiegłym rzezimieszkom. Potrafiła na przykład zwykłym szydełkiem wydłubać sobie tunel z lochu jednego z zamków nad Loarą, prowadzący ją do wolności. Gwoli ścisłości, trzeba dodać, że Joanna Chmielewska pisuje kryminały do dzisiaj – ostatnio wydała nowy, zatytułowany  „Krętka blada”, ale nie są one, moim zdaniem, tak dobre jak poprzednie.

Czy szykuje się jakaś współczesna polska Agatha Christie, działająca już w warunkach, gdzie kupno papieru toaletowego nie jest wyczynem na miarę zdobycia Everestu, tak jak to bywało za czasów najlepszych powieści Chmielewskiej? Warto chyba zwrócić uwagę na wydany latem 2004 roku kryminał debiutantki w tym zakresie, Joanny Szymczyk „Ewa i złoty kot”. Bohaterką jest tutaj młoda, zaradna dziennikarka, która przypadkowo wpada na trop szajki handlującej kobietami. Humorystyczny język przypomina nieco dawną Chmielewską, ale jednocześnie temat zbrodni i morderstwa jest traktowany odpowiednio poważnie. Kontrast pomiędzy pogodnym gawędzeniem pracowniczek redakcji „Bazaru Warszawskiego” a tragedią oszukanych, torturowanych kobiet wciągniętych w sieć handlu ludźmi jest niezwykle ostry. Książka napisana jest wartkim językiem i czyta się ją dobrze, szkoda tylko, że Błażej, kot Ewy, nie komentuje częściej poczynań przedsiębiorczej bohaterki powieści.

Zarówno „Ewa i złoty kot” Szymczyk jak i książki Marka Krajewskiego wydane zostały w świetnej „Mrocznej serii”, zapoczątkowanej w roku 2004 i prezentującej interesujące kryminały polskie zagraniczne. Z innych kryminalnych pozycji polskich warto wspomnieć ostatnio wydany bestseller Marcina Świetlickiego „Dwanaście”, którego akcja dzieje się w Krakowie, oraz powieści sensacyjne Irka Grina np. „Szerokiej drogi, Anat” czy „Szkarłatny habit”. W „Szerokiej drogi, Anat” osią historii jest próba werbunku Dawida, byłego policjanta z Krakowa przez wywiad izraelski, natomiast „Szkarłatny habit” to kontynuacja losów bohaterów pierwszej książki.
Wydaje się, że przyszłość miłośników polskich powieści sensacyjno-kryminalnych nie wygląda więc czarno, ale – nietypowo dla kryminałów – wręcz różowo. „Kryminaliści” mają zapewnioną lekturę – i to nie tylko na wakacje.

 hgg

Artykuł powyższy został opublikowany w Gazetce Polonijnej, lipiec, 2006