Klub Polskiej Książki w Seattle

 

"Pianista" - książka na którą czekał Polański

Patrz!.. z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą
Jak przed burzą jaskółki
Wyśmigając, przed pułki;
Po sto - po sto - -
- Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów - - i oto, pod ścianę
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pchane -
I znow widzę, acz, dymem oślepian
Jak, przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... Runął— Twój fortepian!

Można zniszczyć instrument, ale nie można zniszczyć muzyki. Wiele lat później po napisaniu tego wiersza, „Fortepian Szopena” przez Cypriana Norwida, w Polsce wybuchła II wojna światowa. Młody muzyk, pianista Władysław Szpilman, udawał się jak codziennie do pracy w warszawskim studio Polskiego Radia. Nagle okazało się jednak, że zwykły porządek rzeczy został brutalnie przerwany i to, o czym jeszcze nikt nie wiedział, na sześć długich lat.

...„Przed studiem radiowym chwycił mnie za rękaw stary, zasłużony pianista radiowy, profesor Ursztein. Od lat odmierzał czas akompaniamentami, tak jak każdy inny człowiek mierzy dniami i godzinami. Gdy profesor próbował gdziekolwiek powrócić w swoich wspomnieniach, zaczynał zawsze od słów: Grałem wówczas ...— i gdy udawało mu się w ten sposób zlokalizować miejsce tego akompaniamentu w czasie, jak kamień milowy na brzegu drogi, pozwalał swej pamięci zataczać coraz szersze kręgi, by uchwycić inne jeszcze wspomnienia, już mniej istotne i bardziej odległe. Teraz stał przed studiem, ogłuszony i zdezorientowany: jak będzie wyglądała ta wojna, pozbawiona akompaniamentu?”...

Historię przeżycia tej wojny „pozbawionej akompaniamentu”, spędzonej w warszawskim getcie i ruinach opustoszałego miasta, opowiada książka biograficzna Władysława Szpilmana „Pianista” z której pochodzi powyższy cytat. Autor nigdy nie przestaje być muzykiem. Muzyka ratuje mu też kilkakrotnie życie. Czekając na placu wywozu Żydów z getta do obozów zagłady—Umschlagplatz—zostaje rozpoznany jako pianista z kawiarni przez jednego z policjantów żydowskich i z okrzykiem „Popatrz, Szpilman!” wyciągnięty z grupy. Później, ukrywając się w 1944 roku, w rozpadającym się budynku, głodny i wycieńczony, przypomina sobie, nuta po nucie, wszystkie kompozycje jakie kiedykolwiek grał. Jego największym lękiem jest obawa o ręce, a zwłaszcza palce dzięki którym może być kiedykolwiek pianistą. Kapitan niemiecki, Wilm Hosenfield, który znajduje Szpilmana w jego kryjówce, decyduje się na pomoc po wysłuchaniu nokturnu cis-moll Chopina, zagranego na rozstrojonym, zachowanym wśród ruin instrumencie. I wreszcie, po wojnie, kiedy autor wraca do swojej pracy w studio Polskiego Radia, w pierwszej nadawanej na żywo audycji, gra ten sam utwór Chopina, który grał na godzinę przed zniszczeniem nadajnika przez Niemców w 1939 roku. Muzyka jest więc rzeczywiście nieśmiertelna, ludzie zaś niestety śmiertelni, a ich życie kruche i niepewne.

Wojna, pokazana przez Szpilmana, nie zmienia łajdaka w bohatera czy odwrotnie, potęguje jedynie zachowania ludzkie i konsekwencje wyborów. Pełen skromności autor nie był pisarzem czy moralistą: nie oceniał a jedynie opisywał. W książce nie ma patosu, a bohaterstwo pokazane jest jakby nieśmiało, na marginesie. Istnieją i „dobrzy" Niemcy, jak kapitan Hosenfeld, który ratuje Szpilmanowi życie, i "źli" Żydzi, którzy wiodą za murami getta całkiem dostatnie życie popijając francuskiego szampana i nie martwiąc się o los swoich głodujących rodaków. Są Polacy, którzy pomagają ukrywać się Szpilmanowi w Warszawie, kiedy getto żydowskie zostaje zlikwidowane, i są Polacy, którzy ze strachu odmawiają takiej pomocy, albo co gorsza usiłują na niej zarobić. Trzeba tu także przypomnieć, że jak pisze poeta niemiecki Wolf Biermann, w swoim komentarzu do książki: ...”Kto ukrywał Żyda we Francji, ryzykował karę więzienia lub obozu koncentracyjnego, w Niemczech kosztowało to życie, ale tylko w Polsce cenę stanowiło życie własne i całej rodziny.”...

„Pianistę” Władysław Szpilman napisał zaraz po wojnie w 1946 roku, we współpracy z pisarzem i krytykiem muzycznym Jerzym Waldorffem, opierając się na swoich dziennikach i wspomnieniach. Książka, mocno okrojona i zmieniona przez cenzurę, zatytułowana „Śmierć miasta” została wkrótce potem wydana w Polsce. Jednak dopiero w 1998 nastąpiło rzeczywiste wydanie "Pianisty" - i to nie w Polsce, ale w Niemczech. Do wydania książki doprowadził tam syn Władysława, Andrzej; dołączono również fragmenty pamiętnika kapitana Hosenfielda, który zmarł w obozie jenieckim w Stalingradzie wiele lat po wojnie oraz komentarz poety Wolfa Biermanna. „Pianista” szybko uzyskał sławę o zasięgu światowym. Książka została przetłumaczona na osiem języków i pojawiła się na listach najlepszych książek roku we Francji, Niemczech i USA. W Polsce wydało ją, oczywiście już zgodnie z oryginalnym tekstem, wydawnictwo „Znak”. Wkrótce książkę podsunięto znanemu reżyserowi Romanowi Polańskiemu, który jak się wyraził "czekał na ten tekst” i na jego podstawie nakręcił film.

„Pianista” Romana Polańskiego wygrał Złotą Palmę na ostatnim festiwalu filmowym w Cannes. Reżyser nie zatrudnił w swoim filmie sławnych gwiazd filmowych. W postać młodego pianisty wcielił się—podobno doskonale—Adrien Brody. Główną rolę w filmie odgrywa jednak, tak samo jak w życiu Władysława Szpilmana—muzyka.

Hanna Gil

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Władysława Szpilmana "Pianista".

Powyższy artykuł został opublikowany w "Gazetce Polonijnej", no. 42, wrzesień 2002